Westchnęłam.
"W co ja się wpakowałam?"-przeszło mi przez myśl.
Nie miałam ochoty ani na żaden wyjazd, ani tym bardziej naukę. Nigdzie.
To moja mama nalegała. Sama była strażniczką, chciała, bym poszła w jej ślady. Co zaś mnie się tyczyło, chciałam żyć jak każdy inny człowiek...no przynajmniej jego marna imitacja. Nie chciałam żadnej Alatáriël. Chciałam być Elisabeth, zwykłą dziewczyną chodzącą na imprezy, mającą przyjaciół...co z tego, że nigdy nie mogłam tych prawdziwych znaleźć?
Minęłam szeroką bramę i weszłam na teren Akademii. Wygląd, bogactwo tego miejsca aż boli. Szybko odwróciłam głowę. To było irytujące.
Pewnym krokiem(a przynajmniej miałam nadzieję, że tak to wyglądało) przemierzałam drogę wiodącą do drzwi.
Nie rozglądałam się. Byłam zła.
Na tyle, że kiedy znalazłam kamyczek na drodze, niewiele myśląc, kopnęłam go. Niestety, kamień najwyraźniej również wziął sobie na cel mnie zdenerwować, gdyż okazał się o wiele cięższy niż z widoku.
"Z czego on jest? Z ołowiu?!"-pomyślałam, wydając z siebie cichy syk.
-Coś się stało?-dotarł do mnie głos dochodzący z tyłu-Wszystko w porządku?
Odwróciłam się.
<Może ktoś chętny?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz