- Ładnie wyglądasz - uśmiechnąłem się. - Chodź. Ale ostrzegam to trochę daleko.
- Może dam radę - zaśmiała się.
Rozmawiając zbliżyliśmy się do mostu, stał tam strażnik. Kiedy się zbliżyliśmy, dałem mu papierek od dyrektorki i nas przepuścił.
- Dlaczego nas nie zatrzymał? Co mu dałeś?
- Nie pytaj, bo wiedza czasem jest niebezpieczna. Powiedzmy mam dobre stosunki z naszą panią Ross.
- Niebezpieczna?
- Jak się czasem wie za dużo, to można źle skończyć. Coś o tym wiem... Zwykły wampir, nie pijący ludzkiej krwi nikomu by nie przeszkadzał. Ale wampir wiedzący coś o mutantach, to już niebezpieczeństwo... - szeptałem.
- Co? - jakby usłyszała. - Ty coś wiesz? Dlatego trafiłeś do więzienia?
- Nie. Przez widzę mam to - podniosłem koszulkę i pokazałem bliznę - i straciłem bliskiego przyjaciela. A do więzienia trafiłem za to, ze jestem wampirem i dlatego, że w szale po stracie Jamesa, troszkę krwi ludzkiej wypiłem... No dobra, trochę więcej.
- Straszne - szepnęła.
- Słyszałem. I rozumiem, w końcu jestem strasznym wampirem i inne brednie, a tak naprawdę też mamy uczucia, choć nikt w to nie wierzy.
Rozejrzałem się. Podszedłem po skał i pogładziłem je.
- Jesteśmy na miejscu. Musimy wejść na górę.
- Którędy?
- Tą ścieżką - wskazałem głową. Kiedy weszliśmy na górę roztaczał się przed nami niesamowity widok.
(Arainne?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz