-Spodziewałam się takiego obrotu sprawy...- powiedziałam z rezygnacją.- Ale dla limitedów wszystko... - wyjęłam z plecaka odświeżacz oddechu o zapachu żelków. Nic nie mówiąc pstryknęłam palcami i chłopak otworzył usta. Jak ja kocham magię! Napsikałam mu do ust. Gościu ma wieeeeelkie kły. Biedaczek... Zużyłam o wiele większą dawkę niż powinnam. W najgorszym wypadku zrzyga się po pięciu godzinach. Te odświeżacze są takie chemiczne! Kiedyś, kiedy miałam jeszcze 9 lat, umówiłam się na randkę z takim jednym gościem o imieniu Jack. Postanowiłam wypsikać sobie pełne pudełko. Kiedy wracaliśmy, Jack miał na spodniach artystyczną, różową plamę.
-Widzisz, już wiesz kto wygra, nie? Myłeś dzisiaj zęby? A mniejsza z tym! Czary wszystko załatwią.- powiedziałam i zrobiłam. Za chwilę Max był cały w paście, a moja magiczna szczoteczka wierciła mu dziury w dziąsłach. -Dobrze, teraz ostatni element.... Czy ty umiesz schować swoje noże ym..... Do środka?
Max? I co? Chlo rządzi, Chlo rządzi..... A i na przyszłość, nie bierz mi grubasów o śmierdzącym oddechu.... * złe wspomnienie*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz