Dziś obudziłem się bardzo późno. Była w końcu sobota. Ubrałem się szybko i wyszedłem na dwór. Było pochmurno. Po kilku minutach spadł deszcz. Wróciłem do akademii. Strasznie się nudziłem. Postanowiłem odwiedzić bibliotekę. Było tam sporo książek. Na jednej półce znalazłem książkę którą zacząłem czytać miesiąc temu. ,,Mieszańcy'' - przeczytałem na głos tytuł i wziąłem tomik. Poszedłem usiąść. Po chwili zacząłem czytać :
Rozdział XXXI
Ruszyliśmy w stronę jej pokoju. Pożegnaliśmy się i Taiga weszła do pokoju. Ja poszedłem do siebie. Usiadłem na brzegu łóżka. Sięgnąłem do kieszeni. Wyjąłem kartki. Strasznie byłem ciekawy co mój ojciec mógł o mnie wypisywać. Na pewno nie pochwały - przyznałem. Rozprostowałem kartkę i zacząłem czytać. Przeczytałem jeden tekst kilka razy. Zacząłem czytać drugą kartkę. Ona już mnie nie zdziwiła. Już wiedziałem. Zgniotłem kartki w kulkę i wyszedłem z pokoju. Teraz już wszystko wiedziałem. Ruszyłem w kierunku jeziora. Jedynego miejsca gdzie jest spokojnie i mogę pomyśleć. Usiadłem na skale wpatrując się w odbicia gwiazd w tafli wody. Rozwinąłem kartki i zacząłem czytać tak długo aż słowa nie zaczęły mi się plątać.
- Do diabła z tym - warknąłem wyrzucając kartki jak najdalej
Zerwałem się i zacząłem iść przed siebie niewiele myśląc. W końcu dotarłem do domu. Wszedłem do środka kierując się do swojego pokoju. Padłem zmęczony na łóżko. Nikogo nie było teraz w domu. Mój ojciec musiał być w pracy. Wszędzie panowała cisza. Słychać było tylko mój oddech. Nagle przypomniałem sobie o psie, który ostatnim razem rzucił się na mnie. Teraz go nie było, przynajmniej spał a drzwi od tego pokoju były zamknięte. Po kilku minutach w końcu zasnąłem. Obudziłem się następnego ranka. Otworzyłem oczy i spojrzałem w kierunku okna. Przez szybę wpadał mały promień słońca. Na fotelu obok łóżka znajdowała się jakaś postać.
- Dobrze spałeś? - usłyszałem
Podniosłem się od razu do pozycji siedzącej. Oparłem się plecami o ścianę i zmierzyłem go wzrokiem.
- Koszmarnie - odparłem - Nie mógłbym tutaj dłużej żyć
- A jednak przyszedłeś - zauważył
- Bo coś nie dawało mi spokoju
- Nie powinieneś ich czytać, wtedy by było lepiej dla wszystkich
- Chyba dla ciebie, czemu nic nie powiedziałeś? Jak mogłeś w ogóle coś takiego zrobić?
- Znasz odpowiedzi na każde z tych pytań, po co się pytasz?
- Bo chcę usłyszeć to od ciebie.. - warknąłem
- A ja co mam ci powiedzieć?
- Prawdę...
- To że cię nie kocham, nienawidzę i że tobą gardzę? - prychnął
- Chociażby - powiedziałem wstając z łóżka - Nic innego się po tobie nie można spodziewać..
Podszedłem do okna spoglądając w dół. Poprawiłem potargane włosy i spojrzałem się na ojca.
- Powinieneś już iść - zaczął
- Nie, dopóki mi nie powiesz dlaczego..
- Dlaczego co?
- Te kartki, wiesz co było na nich napisane
- A więc o to chodzi - zaśmiał się - To moja sprawa
- Nie tylko , skoro ja w tym uczestniczę, więc pytam dlaczego i jak mogłeś to zrobić?
- Za dużo pytań zadajesz - westchnął - Rok temu siedziałeś cicho i w ogóle nie słychać cię było że jesteś w domu, w tym roku strasznie gadasz
- Bo może dostrzegłem w końcu kim jesteś?
- A kim jestem? - zapytał
- Cynikiem, tyranem.. - zacząłem - Długo by wymieniać
- Czego ty w ogóle ode mnie chcesz?
- Kiedyś, a dokładnie dziesięć lat temu chciałem jednego
- Ciekawe - zadrwił
- Chciałem mieć normalnego ojca, takiego który choć w połowie interesuje się synem. Na każde urodziny miałem tylko jedno życzenie, nigdy się nie spełniło
- Za duże wymagania pewnie - dopowiedział
- Nie, tak jak inne dzieci życzyły sobie góry zabawek, słodyczy, największego tortu, tak ja chciałem tylko abyś chociaż raz w roku mnie przytulił i powiedział że mnie kochasz, że masz syna. Zawsze starałem ci się zaimponować. Dobrze się uczyłem, zawsze wstawałem wcześnie aby zrobić ci śniadanie przed pracą, ale nigdy nie powiedziałeś choćby słowa ,,dziękuję''. Teraz brzmi to naiwnie. Teraz niczego od ciebie nie chce oprócz wyjaśnień..
- Tu nie ma czego wyjaśniać, to tylko i wyłącznie moja sprawa
- Nie! - krzyknąłem - Chcę wiedzieć
- Na pewno nie chcesz - zapewnił - To w niczym ci nie pomoże
- Kim był Will? - zapytałem - I dlaczego nic nie pamiętam
- Will to twój... wujek - westchnął
- Wcale go nie pamiętam
- I może lepiej - powiedział
- Mów wreszcie i przestań owijać w bawełnę! - podniosłem głos - Nie jestem jakimś dzieciakiem do którego musisz mówić powoli, mów, wszystko bez ściemniania ! Teraz!
- Skoro chcesz wiedzieć - zaczął - Tak, wszystko co na kartkach było napisane to prawda, wszystko się wydarzyło. Nie pamiętasz tego bo ja tak chciałem, Will jest czarodziejem. Sprawił byś nie pamiętał niczego co się zdarzyło oraz wymazał siebie z twojej pamięci.
- Po co?
- Bo jako jedyny się tobą interesował - zaczął
- I jaki miał w tym interes?
- Żaden - westchnął - Jesteś strasznie namolny, daj temu spokój, po co wracać do starych czasów?
- Gadaj!
- Wiedziałem że dzisiaj przyjdziesz , spodziewałem się co prawda ciebie dopiero rano, ale widać nie mogłeś zaczekać
- Powiedz mi wszystko, wszystko - powtórzyłem - A wtedy dam ci spokój i więcej mnie nie zobaczysz
- Nic ci nie powiem, nie teraz - uśmiechnął się - Dzisiaj doprowadzę wszystkie sprawy do końca, dowiesz się wszystkiego w odpowiednim czasie - powiedział
Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i upadłem. Słyszałem jedynie kroki ojca a potem zupełnie nic nie pamiętałem.
Obudziło mnie kapanie wody. Nagle zacząłem się krztusić. Otworzyłem oczy, było ciemno. Dopiero po kilku sekundach mogłem cokolwiek dostrzec.
- Pij - usłyszałem wyraźne polecenie
Dostrzegłem że w dłoni trzymam małe naczynie. To nie woda mnie obudziła. To była krew która spływała z moich ust
- Pij! - usłyszałem drugi głos
Moja ręka z naczyniem powędrowała do ust. Nie mogłem nic zrobić, nie panowałem nad sobą. Zacząłem się krztusić.
- Przestańcie - warknąłem pochylając się i wypluwając krew
- Szczerze wolałem cię nieprzytomnego - zaczął mój ojciec
- Gdzie ja jestem?
- W domu
- Nie znam tego miejsca
- Znasz - powiedział - Spędziłeś tu kilkanaście dni jako mały chłopiec
- Mnie powinieneś pamiętać - odezwał się czyjś głos
- Will? - zapytałem
Nagle świece w pokoju się zapaliły. Teraz mogłem dostrzec postacie.
- To ty - powiedziałem - Znowu to samo? - zapytałem spoglądając na nogi i jedną rękę przywiązaną do krzesła
- Jednak pamiętasz, to dobrze, przed chwilą wycofałem czar który rzuciłem na ciebie dziesięć lat temu
- Dlatego pamiętam?
- Tak - kiwnął głową i podszedł bliżej
Był to wysoki mężczyzna z lekkim zarostem. Wyglądał na nie więcej niż 35 lat. To czarodziej, a po nich można spodziewać się wszystkiego. Niektórzy czarownicy mają po sto lat a nie wyglądają na więcej niż 30.
- Nie będę tego pił - warknąłem rozbijając naczynie na podłodze
- Pij - rozkazał
- Wystarczy - uciszył mojego ojca Will - Wystarczająco wypił - wskazał na dwie szklane butelki ze złotymi zdobieniami.
- I co teraz? - zapytałem
- Wiesz co zabija demony?
- Tak, strzała z pióra anioła, miecz wypalony przez samego diabła
- A co poważnie szkodzi lecz nie zabija?
- Sproszkowane kości anioła i..
- I?
- Krew.. - powiedziałem - Czego ode mnie chcecie?!
- Przeprowadzimy kilka ostatnich doświadczeń - zaczął - Chciałbym się dowiedzieć jakie słabe punkty mają mieszańce.
- Jesteś gorszym draniem niż przypuszczałem - warknąłem
- Schlebiasz mi - zadrwił lecz nie wyglądał na ucieszonego - Dziesięć lat temu siedziałeś w tym samym miejscu - zaczął - Muszę przyznać że wtedy nawet trochę było mi cię szkoda ale..
- Ale?
- Nieważne - zaśmiał się jakby na siłę a potem podszedł do mnie
Jednym ruchem ręki odpiął pasy fotela. Spojrzałem się na niego. Teraz mógłbym uciec - pomyślałem. Zerwałem się z fotela i pobiegłem w kierunku drzwi. Nagle coś mnie zakuło w plecach. Straciłem czucie w nogach. Runąłem na podłogę uderzając głową o posadzkę. Podniosłem się na drżących rękach i spojrzałem na dwie postacie przy świecach
- Już działa - powiedział ojciec przyglądając się z zaciekawieniem i fascynacją
Ręce się pode mną ugięły i znów znalazłem się na podłodze pełnej krwi. Nie mogłem w ogóle się poruszyć. Wszystkie kości mnie bolały, czułem jakby coś rozrywało mnie od wnętrza. Nie mogłem nic zrobić. Zamknąłem oczy i czekałem.
- Zabijcie mnie! - warknąłem przez zęby - Zabijcie! - powtórzyłem
Otworzyłem oczy. Na mojej skórze zaczęły tworzyć się czarne znaki, które strasznie piekły. Po chwili jednak znikały. Został tylko duży, czarny ślad na nadgarstku. Wszystko to trwało długie minuty. W końcu straciłem przytomność. Ocknąłem się po kilku godzinach. Leżałem na swoim łóżku. Ubranie miałem całe przesiąknięte zaschniętą krwią. Podniosłem się i powoli opuściłem nogi na podłogę. Nagle usłyszałem szczek. Pies - pomyślałem. Wielki czarny pies wyszedł zza krzesła . Zaczął warczeć. Po chwili do pokoju dotarł Will wraz z moim ojcem.
- Już myśleliśmy że zginąłeś
- W tamtej chwili prosiłem tylko o to - warknąłem spoglądając na nadgarstek, na którym był czarny znak
- Niestety nie mogliśmy tego zrobić, będziesz jeszcze nam potrzebny
- Nie możecie.. nie pójdę tam - zacząłem - Czemu od razu mnie nie zabijecie?
- Nie chcemy twojej śmierci - wytłumaczył ojciec - Ja chcę się tylko dowiedzieć co może osłabić mieszańca
- Skoro jestem hybrydą demona i wampira to oczywiste że te przedmioty co zabijają oba gatunki
- Sprawdzimy - kiwnął głową - A na razie masz - rzucił czarny płyn w butelce
- Nie tknę tego - powiedziałem - Nie chcę drugi raz..
- To nie jest krew anioła, to ludzka krew - powiedział - Na pewno jesteś nieco osłabiony po wtorku
- Wystarczyło powiedzieć po jutrzejszym dniu, nie traktuj tego jakby to wydarzenie miało miejsce kilka dni temu - powiedziałem biorąc butelkę i patrząc się na nią
- Wtorek był dwa dni temu - przyznał spoglądając na mnie
- Co?! - zdziwiłem się - Ja muszę wracać do akademii i..
- Pójdziemy tam razem..
Zakończyłem jeden rozdział. Akurat do biblioteki weszła grupka uczniów.
- Co czytasz?
Spojrzałem się za siebie. To była ta sama dziewczyna która zawsze chodzi z żelkami.
- Książkę nie widać?
- Ale jaką? - podeszła i spojrzała na okładkę
- O czym jest?
- O mnie - zaśmiałem się - To książka mojego autorstwa
Chwilę zdawało mi się że uwierzyła, ale potem tylko się zaśmiała
- Nie wierzę - dodała - Nie wyglądasz na osobę piszącą książki
- Niczego o mnie nie wiesz - powiedziałem - Książka jest o Maxie - powiedziałem zgodnie z prawdą - Jest mieszańcem wampira z demonem, który zmaga się z przeszłością. Oczywiście również prowadzi normalne życie, uczy się, ma dziewczynę i takie tam - wytłumaczyłem
- Hej Chlo - odezwała się jakaś dziewczyna
Spojrzałem się to na jedną to na drugą
- To jest Arianne - przedstawiła - A to jest... jak ci tam było?
- Max - westchnąłem - Nie żartuj sobie
- Oj dobra - zaśmiała się - Max jest miłośnikiem czytania książek
- Wcale nie - zaprotestowałem, gdyby dziś nie padało miałbym ciekawsze zajęcia na dzisiejszy dzień
- Jakie? - zapytały
- Nieważne, na pewno takie w których was by nie było
- Przestało padać - zauważyła Arianne
- Dzięki Bogu - westchnąłem biorąc książkę ze stolika
Ruszyłem w stronę wyjścia zamierzając zostawić książkę w pokoju a potem załatwić swoje sprawy, w których przeszkodził mi deszcz. Odwróciłem się za siebie. Dwie dziewczyny zaczęły za mną iść
- A wy gdzie? - zapytałem lekko zdenerwowany
- Jesteśmy ciekawe gdzie się wybierasz - odpowiedziała Arianne
- Na pewno tam, gdzie was nie ma - odpowiedziałem - Chyba powiedziałem jasno prawda?
- Nie - pokręciły głowami
- A jak powiem wam gdzie isię wybieram?
- Gdzie?
- Nie pójdziecie za mną?
Popatrzył się na siebie a potem pokręciły głowami
- To wybieram się do chatki z piernika gdzie mieszka baba Jaga - powiedziałem rozbawiony
- Ej.. - zawołały
- Przykro mi, zostajecie - powiedziałem wychodząc z biblioteki jak najszybciej się dało
Arianne?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz