Minęło kilka dni odkąd byłem w Akademii. Dość dziwnie się tutaj czułem ze względu na to, że często byłem mylony z Nathanielem. Tak naprawdę nawet jak we dwóch staliśmy to każdy wołała dwóch Nathanieli, nie wiem czy ktoś w ogóle znał moje imię.
Siedziałem spokojnie patrząc się w dal. Na wietrze kwiaty spadały z drzew i unosiły się nad wodą i całym parkiem.
Z przyzwyczajenia zacząłem pstrykać palcami i gwizdać. Wstałem i poszedłem na boisko żeby trochę pograć i się wyżyć. Kiedy tam doszedłem nikogo nie było, ale na środku leżała całkiem nowa piłka. Kopnąłem w nią, ona odbiła się od muru i wróciła do mnie. Wciąż tak kopałem, później trochę poodbijałem piłkę. Usiadłem na ziemi i zacząłem bazgrać patykiem w ziemi, po chwili moim oczom ukazał się obraz pięknej rozwiniętej róży trzymanej w dłoni kobiety.
- Ładne - usłyszałem z tyłu.
- Dziękuję, ale to amatorszczyzna - odparłem i odwróciłem się.
(Kto dokończy?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz