~Teraz to moja wina. Ja go wzburzyłam? Ale jak?-zapytałam w myślach
-Pani dyrektor,może pani nas na chwilę zostawić? Pięć minut,proszę-powiedziałam błagalnym tonem.
-Tylko szybko-burknęła kobieta i odeszła na jakiś dystans
-Nathaniel,nawet jeśli twoim przeznaczeniem jest umrzeć,ja je zmienię. Wiesz,mimo tak krótkiej znajomości czuję pomiędzy nami więź. Stajesz się dla mnie kimś bliskim. Nie zaraz miłość czy zakochanie tylko sympatia. I bez względu na to co się stanie,ja nie pozwolę by stała ci się krzywda i będę starać się być przy tobie,gdy będziesz tego potrzebował. A skoro jedziesz poznać to,co straciłeś,przyjmij odemnie to-powiedziałam i wyjęłam z kieszonki koszuli mały kryształ. Owszem,był mały ale świecił wielkim blaskiem i był dokładnie tego samego koloru co oczy Nathaniela.
-Co to jest?-zapytał biorąc odemnie kamień szlachetny
-To jest kryształ. Stworzyłam go wczoraj w nocy. Niewielu udaje się zrobić błękitny diament. Weź go i noś go przy sobie. Dokąd będziesz miał go ze sobą,ja będę z Tobą duchem. Możesz tego nie przyjmować,ja nie będę zła czy coś. Zrozumiem...-powiedziałam ściszając głos na słowo "Zrozumiem"
Nathaniel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz